Zawarczałam wściekle. Teraz, się doigrał.
Ale, co jeśli...
Nie. Przerwałam nieme wahania.
Teraz, i zła i dobra strona chciały zemsty. I gniewały się.
Ostro.
Czułam, jak rosnę. Fizycznie, psychicznie i w ogóle... każda moja część ciała chciała go pokonać.
Kły, wydłużyły się i stały się ostre jak brzytwy; kiedy zamknęłam pysk, niemal wystawały mi z gęby.
Pazury, jak gdyby uwolniły się z mojej skóry.
Oczy zaparowały dziką niebieskością.
Uwolniłam drugą siebie. A może jednak tę pierwszą?
Zawarczałam.
Shin dalej śmiał się jak opętany, ale wstał, żeby na mnie popatrzeć.
Obnażyłam kły. Byłam dobre pięć centymetrów od niego wyższa, ale smuklejsza i lżejsza.
Oceniłam jego możliwości, wagę, zwinność i szybkość. Nie powinnam mieć bardzo dużych problemów.
Po czym rzuciłam się na wilka. Shin uskoczył z pogardą i śmiechem wypisanym na pysku.
No, a potem to się zaczęło.
Basior nie zdążył uskoczyć przed moim atakiem. Wbiłam mu zęby w kark, a
stróżki krwi spływały mu po sklejającej się sierści. Rozgniewany Shin,
odpłacił mi się podcięciem. Na szczęście w porę wskoczyłam mu na plecy,
dalej gryząc i drapiąc.
Wilk rozłożył wielkie, czarne jak noc skrzydła i zwinnymi ruchami wzbił się w powietrze.
Spadłam.
Z lekkością wylądowałam na ziemi, a mój przeciwnik przygniótł mnie do
niej. Wywarczałam wściekle kilka obelg w hindi. Nie wiedziałam, czy
zrozumiał moje słowa, ale w tej chwili nie wiele mnie obchodziło.
Po sekundzie, miałam ułożony w głowie plan. Muszę go tylko zwabić do jakiegoś zbiornika wodnego.
Wilk jednak zmienił się w cień i w błyskawicznym tempie podcinał mnie to
z jednej, to z drugiej strony, aż całkowicie się wywaliłam.
- I co? Warto było ze mną walczyć? - Kpił wilk, kiedy nagle nie mógł mnie już dotknąć... Stałam się niematerialna!
Wstałam i zaczęłam uciekać. Shin, ruszył za mną. Raz po raz, ledwo
unikałam ataków jego strony... Pewność siebie powoli zaczęła mnie
opuszczać.
Z
pewnością by mnie dogonił, niestety.... Nawet jako niewidzialna, byłam
widoczna. Tylko dla niego. Skórcz w żołądku powiększył się.
W końcu z daleka zauważyłam zamarzniętą rzekę. Moja moc władzy nad wodą
nie była do końca opanowana, ale cóż... kiedy walczy się z kimś, nie
zwraca się uwagi na takie "szczegóły".
Lud rozłamał się, a lodowata woda z kawałkami lodu wystrzeliła prosto na mnie i Shina. Zamknęłam oczy, czując jak maleję.
Woda muskała mnie, ale na prawdę ogromną falą zalała Shina. Lodowe sople, raniły moje i jego ciało... krew płynęła stróżkami.
Basior stanął na równe nogi, kiedy woda ustanęła i patrzył się na mnie... dziwnie.
Na wszelki wypadek, zmieniłam swoją postać na niematerialną, aby w razie kolejnego ataku nie mógł mnie dotknąć.
Niestety, zapomniałam o jego mocy władania nad cieniem.
Nagle, wszystkiego pożałowałam... zalały mnie wyrzuty sumienia. Jak mogłam to zrobić? Czemu to zrobiłam?
Ale jedno pytanie wciąż krążyło mi po głowie. Czy byłam aż tak potężna?
W końcu, przy tym wilku byłam niemal jak szczeniak. I to mocno niedoświadczony... Spuściłam wzrok. On był władcą cieni.
I teraz, moje szanse wynosiły jakieś 20%. Na sto.
<Shin?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz